środa, 14 stycznia 2026

pierdolona zima

 Bardzo dużo się pozmieniało, między innymi znalazłam w końcu stałą prace, koniec plusów na dziś xd. A tak serio to praca sama w sobie jest całkiem spoko nie powiem ,że jej nienawidzę ale szczyt moich marzeń też to nie jest. Nie ubolewam mocno bo dopiero co skończyłam dwadzieścia lat i całe życie przede mną ,a naprawdę jednak warto sobie zarobić odkładać, na studia na pasje i na życie. 

Praca to typowy kołchoz, dwie przerwy monotonia, tempo i linia. Są tacy którzy podchodzą na luzie i tych lubię najbardziej ale nienawidzę hardcorowców (tak ich nazywam) co wyrabiają te normy jakby to była operacja przeszczepu serca ,a liderka była Zbigniewem Religą. Zapierdalają jakby im zaraz pacjent miał umrzeć i ciągle tylko obok słyszę wzdychanie, albo pośpieszanie w nie do końca mi zrozumiałym języku (nie wiem chyba ruski). Ja robię wolniej bo po pierwsze jestem nowa i długo tu nie pracuje, a po drugie szanuje swoje plecy ręce oraz zdrowie, bo żadna praca nie jest warta zdrowia... Nie zamierzam jednak zagrzać tu za długo bo doskonale wiem ,że lubią wywalać ludzi za nie robienie norm (a normy są chore jak to wiadomo) Także jestem tu zarobić i uciekać! Ważne ,że lepsze to niż szkoła!!! 

Plus taki ,że można tu sobie wyrobić psyche nauczyć się, że to czasami system jest chory ,a nie ,że jest coś z tobą nie tak. Przestać brać do głowy niewybredne komentarze starych wyjadaczy i po prostu robić swoje i uciekać do domu po pracy. W końcu zaczęłam zwracać uwagę na to co jem, bo wiadomo by nie paść w robocie jeść trzeba i to zdrowo. Może i pije niebotyczne ilości kofeiny ale uwierzcie inaczej na nockach się nie da. Chociaż robienie tego samego przez osiem godzin nie brzmi tak strasznie to jedyne co mnie dobija w takich momentach to zwykła nuda, no ale cóż takie miejsce, przynajmniej czas bardzo szybko mija i nikt ci nad łbem nie stoi. 

czwartek, 18 września 2025

Kryzys wieku nastoletniego

 Szukanie pracy to koszmar. Nie chce nikogo zniechęcać, ale trzeba mieć do tego naprawdę grubą skórę. Ja się na to nie pisałam, serio, myślałam że to prostsze, zanosisz cv i ot masz robotę po miesiącu. Ja szukam od 3 miesięcy i co? I gówno… Dziś mnie wyjebali z dnia próbnego jako animator. Po półtorej godziny przynoszenia odkładania, sprzątania, gdzie nawet faktyczna robota się nie zaczęła. Pani podeszła do mnie i mówi ,że za mało energii mam i to nie moje miejsce. Może i miała racje, ale no niestety jak jest milion bodźców wokół, pełno nowych ludzi to zamiast energii człowiek się po prostu denerwuje. Szczególnie ,gdy każdy cię obserwuje z każdej strony i ocenia czy się nadajesz. To już kolejna taka sytuacja. Miałam dzień próbny w jednej firmie i co się stało rano? Wyciągnięta dłoń i słowa „dziękuję za współpracę”. 200 cv, pełno rozmów a pracy dalej nie ma. Każdy by się załamał, ciężko jest tak ciągnąć i nie zacząć w pewnym momencie wierzyć ,że to ty jesteś do niczego. To jest chyba ten kryzys wieku nastoletniego, choć jeszcze miesiąc i nastolatką nie będę. Matury nie mam, pracy nie mam i co dalej? Za rok zrobię maturę i idę na filmówkę. Ale by umieć do matury muszę mieć korki, a aby mieć korki trzeba mieć kasę, a aby mieć kasę co trzeba? Pracy kurwa, pracy… 

Wiem ,że brzmię jak zdesperowany dzieciak, ale tak jest czasem. Szukanie pracy to praca na pełen etat. Mnóstwo emocji i potknięć. Same rozmowy są dziwne, nieprzyjemne w większości. Wchodzisz do firmy ,a tam stara babka która ma tylko ten swój fałszywy uśmieszek i patrzy na twoje każde potkniecie i pyta ,a gdzie wcześniej pani pracowała? No kurwa nigdzie bo chodziłam do szkoły 8 godzin dziennie… Zielone ściany, tykający zegar i odgłos stukania w klawiaturę, to jest rekrutacja ,a brzmi jak wywiad do psychiatryka. Wraca człowiek do domu i sie zastanawia, gdzie moje miejsce? Ja wiem gdzie jest moje, ale by niego dojść musze się trochę namęczyć z pracodawcami i rekrutacją do gówno firm. Jak się cos ciekawego trafi to też słyszę - Odezwiemy się do Pani, nikt się nie odzywa nigdy. 

To tylko moje doświadczenia, nie każdy musi tak to przechodzić. Ja jestem dość wrażliwa niestety, i nie jestem posiadaczem tak zwanej grubej skóry. Jakoś przez to przebrnę.